- On jest w domu! Jego dom jest tutaj, w Australii. Henry zostaje ze mną. Lara zrobiła najmądrzejszą rzecz na świecie, czyniąc mnie jego prawną opiekunką. Jestem jej wdzięczna. Panu również, panie książę czegoś tam, za to, że mnie pan poinformował o całej sprawie. Pańska rola skończona. Zabieram chłopca i jego rzeczy. Od razu.

- A gdyby zgłosił się ktoś, kto nie ma dziecka
pokrytego bliznami policzka.
zastanowić się nad tym, dlaczego chcą adoptować dziecko i jakie mają
Waszyngton, 1998
nie była nigdy prawdziwa.
– To znaczy?
kolację? A może powinna ją tylko podać, a potem się ulotnić? Już
zrobiłaś wszystko, by naprawić dawne błędy. – Marilyn wstała i podeszła
zaległą pensję.
łokcie, żeby dzieciaki miały wszystko, czego ja nie
Przebiegła szybko wzrokiem treść zawiadomienia.
z plackiem brzoskwiniowym.
– Oj, tak. – Westchnęła. – Chodź, pomóż mi. Nie leń się.
– Czy coś jeszcze?

Mark ponuro popatrzył na skrawki papieru zaścielające dywan.

– Cześć, to ja.
mleko i gotowe.
i czego chciał?

- A naprzeciwko?

Reakcja Róży zadziwiła go. Roześmiała się bowiem tak, jak tylko róże potrafią się śmiać, kiedy są czymś niezwykle
- To prawda, ale to wcale nie dowodzi, że jesteś prawdziwym i takim, jakim cię widzę. Ty przecież też możesz być
- Stan państwa jest katastrofalny - wyznał szczerze. - Jean-Paul nieustannie bawił za granicą, jego starszy brat ro¬bił wcześniej to samo. Potrafili tylko brać pieniądze. Ko¬rupcja jest powszechna. Każdy, kto zdobędzie jakąś pozycję, stara się wyrwać dla siebie jak najwięcej. Weź na przykład Charlesa. Po co tak małemu krajowi jak mój ambasada w Australii? Po nic! Tymczasem Charles otrzymuje kolo¬salną gażę, mieszka w willi, która pomieściłaby tuzin ro¬

kojącego głosu, który sprawia, że czuję życie pulsujące w ży

- Zawrzyjmy umowę - zaproponował w końcu. - Ku¬pię wam obojgu bilety powrotne i dam ci je. Jeśli nie zdołam cię uszczęśliwić, zabierzesz Henry'ego i przylecisz tu z nim z powrotem.
- Nie, nie wszyscy Poszukiwacze Szczęścia stają się pijakami. Mądrzy Poszukiwacze znajdowali szczęście, choć nie
podejmowało rozmowy, lecz nie czuli się przez to oddaleni od siebie. Przeciwnie.